|
wprowadzenie w dzień:
Bóg stworzył człowieka. Jako
syna. Jako partnera. Dał mu ziemię i prawo. Człowiek był piękny i
szczęśliwy, dopóki wszystkiego nie stracił. Wybrał życie bez Boga i
nie potrafił sobie bez Boga poradzić.
Potem człowiek dostał Chrystusa.
Dostał Boga, by On go wybawił, by nauczył go znów żyć z Bogiem, by
pokazał drogę z powrotem. Chrystus odnowił człowieka, ziemię i prawo.
Nikt inny tego nie mógł zrobić, nikt inny nie był w stanie. Jego twarz
zajaśniała jak słońce, blaskiem, który wszyscy mieli otrzymać.
Dziś są chrześcijanie, którzy
wpatrzeni w twarz Odnowiciela mają robić to, co On kazał. Którzy
odpowiadają nie tylko za to, co zrobią ze sobą, ale i za powierzony im
świat. Którzy mają prowadzić ku Bogu ludzi i całe stworzenie. Nie
umieliby bez Jezusa, byliby jak dzieci we mgle. Wpatrzeni w oblicze
Tego, który odnowił świat wierzą, że kiedyś zaśpiewają Mu pieśń
wdzięczności razem ze wszystkim, co żyje.
Tak jak można zejść na dno, nie osiągnąwszy głębi,
tak można chodzić po górach, nie oglądając szczytów. Wszystko zależy
od naszego sposobu patrzenia, od naszej zdolności kontemplowania
rzeczywistości, w którą jesteśmy zanurzeni.
Na progu
Wielkiego Postu czytania liturgiczne prowadzą nas „na górę wysoką
osobno", abyśmy przeżyli coś z tego, co stało się udziałem Piotra,
Jakuba i Jana — wybranych spośród wybranych. Pan Jezus mógł zabrać na
górę Tabor całą dwunastkę. A jednak wybrał tylko trzech. Decydowały o
tym nie ich dotychczasowe zasługi (których po prostu jeszcze nie
mieli), ale Boże zamiary, misja, którą mieli wkrótce pełnić. Piotr
miał być pierwszym papieżem, Jakub - pierwszym biskupem Jerozolimy, a
Jan ostatnim apostolskim świadkiem tego wszystkiego, co Jezus
powiedział i czego dokonał, a przede wszystkim — kim był. Do
wypełnienia tak pojętej misji potrzebna im była silna wiara, umocniona
wcześniejszym, szczególnym doświadczeniem religijnym, które z natury
rzeczy wymaga jakiejś formy odosobnienia.
Ewangelista pisze, że Jezus „przemienił się wobec
nich", co znaczy, że ujrzeli Go takim, jakiego jeszcze nie widzieli:
„Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak
światło". Stanął przed nimi, odsłaniając rąbek tajemnicy swego bóstwa.
Był to ten sam Jezus, z którym tyle razy rozmawiali, zasiadali do
stołu, wędrowali ścieżkami Palestyny. Już wcześniej podziwiali Jezusa
ze względu na mądrość nauki, którą głosił, i nadzwyczajność znaków,
które czynił. Może jeszcze nie do końca rozumieli, co to znaczy, że On
i Ojciec stanowią Jedno" i ze właśnie On jest „obrazem" Boga
niewidzialnego. Ale przecież wiedzieli już o Nim tak wiele.
Mimo to na Taborze zostali zaskoczeni być może po
raz pierwszy doświadczyli zauroczenia Chrystusem do tego stopnia, że
nie mieli już ochoty wracać na niziny: „Panie, dobrze, że tu
jesteśmy". Chęć rozbicia namiotów oznacza tu głębokie pragnienie
trwania w bliskości Jezusa, którego poznali jakby na nowo. Ten nowy
sposób „widzenia" Jezusa dał im jasność potwierdzoną głosem z obłoków:
„To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie".
Posłuchali. Wezwani „świętym wezwaniem" wzięli
udział „w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii". Tak jak
niegdyś Abraham wyszli ze swojej „ziemi rodzinnej", poszli w różne
strony świata, a dzięki ich posłudze otrzymały błogosławieństwo „ludy
całej ziemi". Nie mogliby jednak dać światu czegoś, czego nie mieli w
sobie. Łaska dana im w Jezusie Chrystusie na Górze Przemienienia
zaowocowała. W okresie Wielkiego Postu łaska taka może się stać udziałem każdego z
nas. Ważne, byśmy również pozwolili się wyprowadzić na jakąś „górę
wysoką osobno", choćby przez udział w rekolekcjach lub dniach
skupienia. To pozwoli nam na nowo zobaczyć Jezusa. Zbyt często
oglądamy Go na tle tysiąca jeden drobiazgów, które mogą się w życiu
przydać. Trzeba najpierw, jak tamci, choćby przez chwilę widzieć
„tylko samego Jezusa", by potem wszystko zobaczyć w nowej
perspektywie.
Ks. Antoni Dunajski
dopisz swoją intencję |