Świadectwa pielgrzymów...
W tym roku po raz pierwszy wyruszyłam na pielgrzymi szlak do Jasnogórskiej Pani. Nie żałuję tego! Pomimo bolących nóg i pęcherzy na nogach szłam dalej. Chociaż pojawiły się zwątpienia i zniechęcenie, zwłaszcza po ulewie, która spotkała moją grupę już w czwartym dniu pielgrzymowania, nie straciłam wiary w to że dojdę - nawet, kiedy pojawiły się łzy. Dzięki codziennej Mszy świętej i modlitwie dotarłam na Jasną Górę. Te kilka dni zmieniło mnie niesamowicie. Inaczej patrzę na świat i ludzi. Zmieniło się moje życie duchowe i teraz wiem, że Bóg jest naprawdę miłością i nigdy mnie nie opuści nawet w najcięższych chwilach mojego życia.
Asia T.
Na dwa tygodnie przed pielgrzymką postanowiłem, że pójdę. Zastanawiałem się z którą grupą iść. Były dwie opcje: pielgrzymować ze znajomymi w grupie, w której szedłem rok temu, albo z koleżanką pomagać nowemu przewodnikowi w grupie, która rok wcześniej mi się nie podobała. Mój wikariusz podpowiedział, żeby wybrać tę drugą możliwość. Po namyśle zgodziłem się z nim, pomimo tego, że nie miałem żadnego pomysłu na wspieranie księdza przewodnika. Myślałem więc nad tym, co dla mnie znaczy "Posłał mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę". Miałem w prawdzie kilka skojarzeń - ale były banalne.
Tydzień przed wyjściem na szlak poznałem przewodnika grupy. Okazał się facetem, który jest całkiem w porządku. Pierwszy dzień wspólnego pielgrzmowania wydał mi się dziwny, nie podobało mi się tam. Byłem i grupą, i przewodnikiem zawiedziony. Następne etapy szedłem z moją poprzednią grupą, i było super - ale wiedziałem, że nie z nimi powinienem chodzić...
Kiedy o tym myślałem, miałem dosyć pielgrzymki. Miałem tam okazję pogadać z przyjacielem, do której poszedłem się wyżalić. Usłyszałem, że wszyscy mamy ubogim głosić dobrą nowinę; i że nigdy nie będzie łatwo, ale że przecież przyjmując sakrament bierzmowania powiedziałem biskupowi, że może na mnie liczyć. Rozpłakałem się, a on powiedział, że Maria Magdalena, też patrzyła na pusty grób Jezusa i płakała, a potem odwróciła się, zobaczyła Zmartwychwstałego i otarła łzy. Kazał też się "odwrócić". Już na następnym etapie zaczęłem, tak jak mogłem, ubogacać swoją grupę. Nie zmieniło to mojego przekonania o grupie, ale starałem się nie zawracać sobie tym głowy. Większość postojów spędziłem z ludźmi z byłej grupy, którzy nie rozumieli mojej zmiany "barw". Obecność przy nich sprawiała, że coraz bardziej widziałem, że w mojej grupie mam komu "nieść dobrą nowinę". Aż do Jasnej Góry grupa mi się nie podobała, ale mam nadzieję, że moje starania okazały się potrzebne. Dzień po skończeniu pielgrzymowania na Mszy świętej w czasie Ewangelii usłzszałem: "wy dajcie im jeść", a chwilę później na kazaniu od byłego przewodnika: "Lepsza jest zła prawda, niż dobre złudzenie". To takie ładne podsumowanie pielgrzymki.
Mam nadzieję, że moje największe tegoroczne doświadczenie pielgrzymkowe pomoże komuś z Was :-) przecież wszyscy jesteśmy posłani, aby ubogim nieść dobrą nowinę. Ubogacajmy się wzajemnie!!!
Artur
Od dziecka marzyłam o tym, żeby wybrać się na pielgrzymkę do Jasnogórskiej Pani. Dręczyły mnie pytania: czy dojdę? Czy będę potrafiła zintegrować się z grupą? W 2005 roku odważyłam się. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i dołączyłam do grupy biało- czerwonej ze Żnina. Grupa była zgrana i wszyscy się znali. Chyba tylko ja byłam nową pątniczką. Szybko poznałam braci i siostry. Każdy był uprzejmy, wszyscy pomagali mi zintegrować się z grupą i pielgrzymować na szklaku. Grupa pielgrzymkowa jest jak rodzina. Kiedy ktoś ma problem, nie zostaje z nim sam, lecz wszyscy starają się go rozwiązać. Myślicie sobie: "Spanie w stodołach, w garażach, u obcych ludzi, brak bieżącej wody do mycia muszą być okropne!"
To właśnie takie przeżycia pielgrzymkowe i niewygody z nimi związane zbliżyły mnie najbardziej do wszystkich pątników. Śpiewy, zabawy na postojach, niewygody, niedosypianie, aż wreszcie padnięcie na ziemię przy Tronie Jasnogórkiej Panienki. Widok Cudownego Obrazu wynagradza wszystkie trudy pielgrzymowania. Kiedy w 2005 dotarliśmy na Jasną Górę, obiecałam sobie, że przez następne lata będę pielgrzymować do Tronu Najświętszej Panienki. Niestety przez
problemy zdrowotne, nie było to możliwe w tym roku. Kiedy lekarz powiedział mi, że powinnam darować sobie tegoroczną pielgrzymkę, załamałam się. Bardzo chciałam spotkać się z ludźmi z którymi zaprzyjaźniłam się na poprzedniej pielgrzymce, i podziękować Jasnogórkiej Pani za wszystkie łaski, i prosić o kolejne. Niestety musiałam zostać w domu, ale towarzyszyłam mojej grupie duchowo i na bieżąco śledziłam wydarzenia pielgrzymkowe. Wiem, że biało-czerwoni zanieśli moje intencje na Jasną Górę w moim imieniu i serdecznie im za to dziękuje. Jeśli macie wahania, czy wybrać się na pielgrzymkę, mówię wam: WARTO!!! Taka pielgrzymka pozostawia niezapomniane wspomnienia i zmienia nastawienie do życia każdego człowieka.
Przy okazji chciałbym pozdrowić biało-czerwoną!!! Do zobaczenia na Jasnogórskim Szlaku w przyszłym roku!
Monika
Jeżeli chcecie podzielić się z innymi tym, co przeżyliście na pielgrzymce: napiszcie! Posłał nas, byśmy ubogim nieśli dobrą nowinę - może właśnie nasze doświadczenia pomogą innym wyruszyć z nami w drogę? Może sprawią, że ktoś zobaczy w świecie więcej dobra? Czekamy na Wasze świadectwa i wspomnienia, które będziemy publikować na naszej stronie.









